piątek, 4 listopada 2011

FO: Stefan, the handmade monster

Trochę zmęczona chustami i cienizną (oraz ciągle namawiana przez M.), wzięłam się za projekt z książki, którą kupiłam już jakiś czas temu - The Big Book of Knitted Monsters. Trochę się obawiałam jak wyjdzie, bo szycie u mnie trochę kuleje, ale jakoś się udało wszystkie kończyny przymocować - i oto przedstawiam Stefana :) Sama książka jest bardzo przyjazna, fajnie napisana i zachęcająca do tworzenia.

Tutaj pilnuje mojego koszyka z robótkami

Od razu nawiązał nowe znajomości :)

Lubi też posiedzieć na fotelu przed telewizorem

Stefan nie tylko się lansuje, pracować też musi :)
Stefan jest boski i zostanie u mnie, nie potrafię się z nim rozstać :) Muszę teraz stworzyć inną wersję - bardziej przyjazną dla małego dziecka, bez oczo-guzików i podarować chrześniakowi. Tak więc na pewno pojawią się kolejne potwory :)

Dane techniczne:
- włóczka - trochę YarnArt Shetland (szara), trochę nie-wiadomo-jakiej, która była dodawana do gazetki "Robimy na drutach" (niebieska)
- druty - pończosznicze, drewniane, 4mm
- dwa guziki oraz kawałek rzepa na ząb :P

sobota, 29 października 2011

Coś słodkiego

Jesienny wieczór to dobry czas na pieczenie ciastek :)

Te są bardzo duże, bardzo czekoladowe i bardzo dobre. Przepis pochodzi ze strony Moje Wypieki, która jest dla mnie ogromnym źródłem inspiracji kuchennych. Jako, że nie znalazłam jasnego cukru Muscovado, zastąpiłam go ciemnym, dlatego ciastka mają ciemnobrązowy kolor. Zmniejszyłam też trochę ilość czekolady, gdyż mój M. narzekał że były za słodkie (robiłam je już drugi raz).


Przepis polecam, bo ciastka wychodzą super :) No i w domu pachnie czekoladą... :)

niedziela, 23 października 2011

FO: Mint Frozen Leaves

Chusta skończona była jeszcze w sierpniu, ale jakoś nie mogłam się zmobilizować do zblokowania. Głównie dlatego że nigdy wcześniej tego nie robiłam i bałam się że coś popsuję :) Ale w końcu się przemogłam i efekt jest super - przynajmniej mnie się podoba :)

Na dowód zdjęcia:




Dane techniczne:
Wzór: Frozen Leaves, autorka: Anusla
Włóczka: Drops Lace, kolor miętowy, 1 motek (jest boooska :)
Druty: 3,5 

czwartek, 20 października 2011

W międzyczasie

Post o Barcelonie powstaje opornie i w bólach, pewnie poczeka aż na dworze zrobi się szaro i brzydko a wtedy chętniej sięgnę z powrotem do słonecznych zdjęć wakacyjnych :)

Póki co jesień jest słoneczna, choć zimno już i rano w samochodzie zamarzam. Koniecznie muszę sobie w najbliższym czasie stworzyć rękawiczki bez palców. Tymczasem, powoli i opornie powstaje cieniuteńki szal estoński. Wzór łatwy i przyjemny, ale jakoś zacięcia ostatnio brak.





Dla odmiany wzięłam się wczoraj za włóczkę, którą kupiłam w zeszłym tygodniu w Niemczech i zaczęłam szaliko-otulaczo-komin. Ostatnio co wejdę do sklepu z ciuchami to takich szalików pełno, więc postanowiłam zrobić sobie własny. Mam nadzieję skończyć w tym tygodniu - chociaż może być ciężko, bo w sobotę nocują u nas znajomi więc wypadałoby mieszkanie doprowadzić do porządku, a M. znowu w podróży...



piątek, 30 września 2011

¡Hola Madrid! :)

Nadszedł czas na zaległą relację wakacyjną :) Coś ostatnio nie mogę się zmobilizować i blog popada w zapomnienie. Ale do rzeczy :)

Pierwszym przystankiem na naszej trasie urlopowej był Madryt, gdzie odwiedziliśmy znajomego M. i jego dziewczynę. Jako że ja spędziłam kiedyś w Madrycie pół roku na stypendium, była to dla mnie trochę podróż sentymentalna, natomiast dla M. była to pierwsza wizyta w hiszpańskiej stolicy. Wylądowaliśmy o 22:00, znajomi odebrali nas z lotniska, pojechaliśmy zostawić bagaże i ruszyliśmy na piwo i tapas do centrum Alcala de Henares, miasteczka w którym mieszkają nasi znajomi. Pospacerowaliśmy trochę, wypiliśmy po piwie i wróciliśmy spać gdyż następnego dnia planowany był wczesny wyjazd i wycieczka.

W sobotę obudził nas deszcz co początkowo nie wróżyło dobrze, ale zjedliśmy śniadanie (ach ta hiszpańska szynka :)), zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy do Toledo. To małe urokliwe miasteczko, kojarzące się pewnie głównie z modelem Seata :) Znajduje się tam piękna katedra, zamek oraz piękne widoki na rzekę Tag. Pokręciliśmy się po wąskich uliczkach, porobiliśmy zdjęcia i ruszyliśmy dalej.






A kolejnym punktem podróży była Segowia i ogromny akwedukt przechodzący przez środek miasteczka :)
Akwedukt był zbudowany w 100 r n.e., miał 15 km, obecnie pozostało 800m. Wrażenie robi ogromne.



Obowiązkowym punktem wycieczki jest też Alkazar, czyli zamek-forteca, górujący nad miastem.


Na obiad tego dnia poszliśmy na miejscowy specjał czyli pieczonego prosiaczka. Mnie na szczęście trafił się kawałek bez ogonka :)


Wieczorem załapaliśmy się na hiszpańską domówkę i po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu że potrzebuję domu albo mieszkania z duuużym tarasem :) Super było posiedzieć sobie na powietrzu, pijąc piwo, jedząc pyszności i rozmawiając o głupotach :) Spać poszliśmy chyba koło 3 rano.

Następnego dnia wstaliśmy trochę później niż było w planach, ale w samą porę aby zdążyć na Rastro - czyli uliczny targ. W planach było kupienie mi kilku książek po hiszpańsku oraz porobienie zdjęć. Oraz zakup kota, gdyż z każdej wycieczki przywożę jednego :) Wszystkie punkty udało się wykonać :)




Potem ruszyliśmy szybko do Muzeum Reina Sofia, aby rzucić okiem na Guernicę Picassa. Zdążyliśmy w ostatniej chwili, tuż przed zamknięciem. Reszta dnia upłynęła nam na spacerowaniu po Madrycie różnymi bocznymi i głównymi uliczkami, robieniu mnóstwa zdjęć, piciu piwa/sangrii i jedzeniu tapas w knajpie pełnej policjantów, gdzie kelner przynosił nam co chwilę talerze pełne pyszności :)




Po powrocie do mieszkania spakowaliśmy się i poszliśmy spać, gdyż następnego dnia rano czekała nas podróż autobusowa do Barcelony.

Madryt okazał się tak przyjemny jak go pamiętałam, bardzo przyjemne miasto do życia, doskonale wprawiające w wakacyjny nastrój :) Myślę, że jeszcze kiedyś tam wrócimy korzystając znów z gościny kolegi M. :)

wtorek, 20 września 2011

I już jesień

Wakacje minęły, lato też już się kończy, w powietrzu czuć jesień. I nawet w tym roku cieszę się na jesień - na chodzenie po parku i szeleszczenie liśćmi, na wieczory pod kocem, na chodzenie w płaszczu i szaliku i na ciepłą kawę w kawiarni :)

A propos wakacji - wróciliśmy już ponad tydzień temu, było super, ciepło, spacerowo. Niestety relacja jeszcze nie stworzona, nawet zdjęć jeszcze nie zdążyłam przejrzeć - zupełnie jak nie ja :) A wszystko przez to, że zaraz po powrocie musiałam jechać nagle z pracy do Niemiec, a w niedzielę odbył się chrzest mojego bratanka. Wieczorami za to nie mam już zbytnio ochoty patrzeć w komputer. Ale muszę się zmobilizować, bo wszyscy się domagają zdjęć :)


piątek, 2 września 2011

FO: Kamizelka urodzinowa dla Chrześniaka

Kamizelka została ukończona na czas i nawet dzięki zmianie planów wakacyjnych mogłam uczestniczyć we właściwej imprezie urodzinowej :)

Wzór to Birthday Boy Vest (lub tu dla nieposiadających konta na Ravelry), autorstwa Justyny Lorkowskiej. Włóczka to Schachenmayr nomotta Extra Merino, 100% merino, jeden motek żółtej i jeden motek zielonej.
Wzór zmodyfikowałam o dwa dodatkowe paski na dole co spowodowało konieczność skrócenia wykończenia, bo brakło mi włóczki.. :) Ale za to pasuje idealnie na małego szkraba.


Był to mój pierwszy wzór robiony od góry i bezszwowo, spodobało mi się bardzo, więc może następnym razem skuszę się na coś dla siebie :)


I zdjęcie na samym zainteresowanym :)


A jutro wybywamy na upragnione wakacje - nie chcieli nas w Nowym Jorku, więc kierunek Hiszpania, a dokładnie Madryt i Barcelona :)) Wrócę z relacją około 12.09 :)